Menu Zamknij

Łowisko komercyjne? Po co to komu?

uRoberta

Przecież jest pełno wody PZW i tam mogę łowić! Po co łowisko komercyjne?

Większość wędkarzy prędzej, czy później chciałoby złowić tę jedną wielką rybę. Kabana, PB, życiówkę czy jakkolwiek każdy z nas nazywa naprawdę duże okazy, przy holu których uginają się kolana. Czy łowisko komercyjne może w tym pomóc?

Dla jednych będzie to lin 3kg, dla innych ogromny karp, czy sum o wadze kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu kilogramów. Jeśli czytasz ten wpis, to prawdopodobnie łowiłeś do tej pory na zbiornikach PZW. Starałeś się przechytrzyć swoją wymarzoną rybę – no i świetnie! Satysfakcja ze złowienia okazu z wody ogólnodostępnej, czy nawet dzikiej jest ogromna.

To po co w ogóle zaprzątać sobie głowę takim czymś jak łowisko prywatne, czy łowisko komercyjne?

Odpowiem na to pytanie na podstawie własnego doświadczenia.

Sam kiedyś podchodziłem sceptycznie do komercji i uważałem, że łowienie w „wannie pełnej ryb” mija się z sensem prawdziwego wędkarstwa.

Co więc skłoniło mnie do tego, żeby wybrać się na porządnie zarybiony akwen i spróbować takiego wędkarstwa?

W pewnym momencie wylądowaliśmy w mieście Łódź. Niestety w pobliżu nie było w zasadzie większych zbiorników wodnych i na wypady jeździliśmy nad Zalew Sulejowski. Po pewnym czasie udało mi się nieco rozpoznać wodę i sporadycznie trafiały mi się również te wyczekiwane, atomowe brania. Niestety kończyły się zerwanym przyponem lub zwyczajnie wypiętą rybą.

Wybraliśmy więc łowisko komercyjne, które było dość blisko, żeby spróbować holu w bardziej „kontrolowanych” warunkach. Chciałem zwyczajnie potargać większe ryby, żeby w końcu wyciągnąć te grube sztuki z Zalewu Sulejowskiego.

Jak wielkie było moje zdziwienie, jak na tej, w moim przekonaniu, wannie z rybami nie złowiłem żadnej większej ryby…

Zaparłem się i po kilku wizytach zacząłem regularnie odławiać kilkukilogramowe karpie i amury. Te wypady pokazały mi jakie mam braki sprzętowe i braki w umiejętnościach holu większych ryb. Wyciągnąłem wnioski i zacząłem skutecznie odławiać te większe sztuki również na Zalewie Sulejowskim.

Od tego momentu odwiedzałem różne łowiska komercyjne w Polsce, żeby próbować nowych technik, sprzętu czy selekcjonowania ryb, które chciałem złowić.

Sytuacja, że na tych tak zwanych „wannach” schodziłem o kiju, czy z jedną, wypracowaną w mękach, rybką nie były rzadkością. Nauczyłem się, że każda, nawet najmocniej zarybiona woda, rządzi się swoimi prawami. Za każdym razem trzeba się dostosować, żeby skutecznie coś odłowić. Czy to jest sztuczny stawek o powierzchni 1ha, czy naturalne, prywatne jezioro, które ma kilkanaście hektarów, to i tak trzeba najpierw rozpoznać wodę i wstrzelić się w gusta ryb.

Różnica między komercją, a PZW jest w gruncie rzeczy taka, że na komercji, złowione ryby w przeważającej części trafiają znowu do łowiska, a nie na patelnię.

Przecież PZW też zarybia swoje wody, czyż nie? 😊

Paul Domiter

Kameralne łowisko komercyjne w miejscowości Szpon w województwie pomorskim

Podobne wpisy

Powiadomienie
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
trackback
Wybierasz się pierwszy raz na komercję? -
2 miesięcy temu

[…] na początku swojej przygody. Może nawet czytałeś poprzedni wpis, który rozprawiał o tym po co w ogóle jechać na komercję i skłonił cię on do spróbowania swoich sił właśnie na […]

error: Strona jest zabezpieczona
1
0
Skomentuj łowiskox